Informacja o AA

Region AA

Strony AA

WSPÓLNOTA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

DO: Lekarzy i środowiska medycznego

LEKARZE NA CAŁYM ŚWIECIE UDZIELAJĄ AA SWOJEJ APROBATY

Moja przygoda ze Wspólnotą

Był koniec lat 70., a ja pomimo kilkuletniej pracy z alkoholikami, do tego w instytucji wiodącej w leczeniu zaburzeń psychicznych i alkoholizmu, nie wiedziałem na temat Wspólnoty Anonimowych Alkoholików właściwie nic, a literki AA kojarzyły mi się wyłącznie z abstynentami - "za-parciuchami" z klubu abstynenckiego nazywanego klubem AA (Anonimowych Abstynentów). Zdobyte w międzyczasie doświadczenia w pracy z alkoholikami niezbyt mnie satysfakcjonowały. Moja przygoda z prawdziwymi Anonimowymi Alkoholikami rozpoczęła się prawie 20 lat temu. W marcu 1980 roku wybrałem się wraz z grupą swoich byłych i aktualnych pacjentów oraz z kolegami-terapeutami na uroczyste obchody 25 lat Poznańskiego Stowarzyszenia Klub Abstynenta i tam właśnie, po raz pierwszy w życiu spotkałem ludzi, którzy zabierając głos przedstawiali się dodając do swojego imienia słowo alkoholik. Uczestnicząc w poznańskim spotkaniu nie wiedziałem jeszcze, że biorę udział, po raz pierwszy w swoim życiu, w otwartym mityngu Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, zaś przedstawianie się swoim imieniem z dodatkiem - alkoholik - jest podczas takich spotkań zachowaniem naturalnym i jak się później dowiedziałem ma swój ściśle określony cel. Patrząc na to wydarzenie z perspektywy czasu wiem, że wizyta w Poznaniu przygotowana została przez moją Siłę Wyższą po to, aby dodać mi sił na zawodowym zakręcie. Znalazłem się wówczas w bardzo trudnym dla siebie okresie i stanąłem na rozdrożu. Byłem sfrustrowany kilkuletnią i niezbyt satysfakcjonującą mnie wówczas pracą z alkoholikami. Słuchając wypowiedzi uczestników poznańskiego spotkania zorientowałem się szybko, że wymyślanie przez nas nowego programu to nic innego jak tylko wyważanie otwartych już drzwi. Moje dzisiejsze doświadczenia potwierdziły, w znacznym stopniu to, co myślał na temat Wspólnoty Anonimowych Alkoholików jeden z pionierów lecznictwa odwykowego - dr med. Henryk Zajączkowski. W wydanej w 1950 r. książce pt. Leczenie alkoholizmu przewlekłego usiłował przekonać lekarzy, że Alcoholics Anonymous jest najlepszym przykładem i dowodem, że alkoholicy są najzupełniej zdolni do stworzenia takiej grupy (psychoterapeutycznej - przyp. aut.) na wysokim poziomie. Jest to swoista forma psychoterapii grupowej, która jak wykazało doświadczenie jest najbardziej skuteczną spośród różnych rodzajów psychoterapii grupowej, prowadzonej przez lekarzy, psychologów... Pisał: Metoda ich działania, poza doraźną opieką polega na wciągnięciu alkoholika w obręb swoje grupy i jej psychoterapeutycznych powiązań, na stworzeniu mu korzystnego dlań ochronnego środowiska. Ten rodzaj opieki rokuje dużo lepiej, aniżeli gdyby by l prowadzony jedynie przez lekarzy i fachowych opiekunów społecznych, którym brak najsilniejszych więzów ?przynależności do ?klanu " alkoholików - co odgrywa dużą rolę w postawie uczuciowej alkoholików. Stąd martwi mnie trochę, że nie wszyscy moi koledzy - lekarze i psychologowie podobnie postrzegają i traktują Wspólnotą. Niektórym spośród nich nie udaje się niestety uniknąć postawy rywalizacyjnej wobec Wspólnoty. Współczują tym, często ważnym w lecznictwie odwykowym osobom, które traktują Wspólnotę AA i jej Program jako zagrożenie dla swojej pozycji i usiłują przekonywać kogo tylko się da, że są lepsi i że wyłącznie stosowane przez nich metody pomagania alkoholikom mają prawdziwą wartość i są skuteczne. Patrzą z pewnym zażenowaniem (chociaż nie wiem czy to jest właściwe słowo) na ich wysiłki w kierunku pomniejszenia znaczenia Wspólnoty, chyba tylko po to, aby samemu dowartościować sią. Jak bowiem można inaczej zinterpretować wypowiedzi osób, które do zajęć terapeutycznych polegających na pracy z Krokami AA, odnoszą się w sposób lekceważący i twierdzą, że takie postępowanie jest przestarzałą metodą terapii. Nie rozumiem też dlaczego, dla pogłębienia pracy nad bezsilnością nie wszędzie wykorzystywane są mityngi AA, a niekiedy, w co trudno mi uwierzyć, podobno zabrania się brania w nich udziału. Zastanawiam się czasami jak mogę pomóc tym terapeutom, którzy nie wiedzą lub nie chcą pamiętać, że na długo przed ich zaistnieniem w lecznictwie odwykowym, wielu alkoholików na świecie wyzdrowiało dzięki Programowi Dwunastu Kroków. Współczuję też tym kolegom, którzy nie potrafią tak ułożyć swoich relacji ze Wspólnotą, aby polegały one na wzajemnym, partnerskim uzupełnianiu się. W tym miejscu muszę przyznać się, że swoją obecną wiedzę na temat alkoholizmu zawdzięczam w ogromnym stopniu tym wszystkim alkoholikom - moim cichym i skromnym profesorom, których zawsze z wielkim zainteresowaniem słucham podczas otwartych mityngów AA oraz przyjaciołom z AA, którzy w prywatnych kontaktach uczą mnie od wielu lat, jak należy rozumieć alkoholika. To Oni pozwolili mi także znaleźć sens mojej pracy oraz dali odpowiednie narzędzia do jej wykonywania. Za to i za wiele jeszcze innych dóbr jestem Wspólnocie bardzo wdzięczny. Moja wdzięczność nie wynika wyłącznie z korzyści jakie uzyskałem i uzyskuję na gruncie profesjonalnym. Nawet nie zauważyłem, kiedy kontakty z uczestnikami Wspólnoty oraz to wszystko czego dowiadywałem się od trzeźwiejących alkoholików, zaczęło przenikać do mojego prywatnego życia. Okazało się na przykład, że Modlitwa o Pogodą Ducha pomaga mi w trudnych sytuacjach życiowych, zaś zrozumienie Pierwszego Kroku ułatwiło mi zaprzestanie palenia (po 25 latach) i wytrwanie w tym do dnia dzisiejszego, czyli przez kolejnych 13 lat, dzięki uznaniu swojej bezsilności wobec nikotyny i codziennemu planowaniu sobie kolejnych 24-godzinnych okresów niepalenia. Kończąc chciałbym, abyście wiedzieli, że za to wszystko czego mnie nauczyliście i co mogłem dzięki Warn przeżyć, jestem Warn głęboko wdzięczny. Jednocześnie, korzystając z okazji pięknego Jubileuszu, chciałbym przekazać wam życzenia, aby idea Wspólnoty trwała wiecznie i dotarła nie tylko do tych wszystkich, którzy jeszcze cierpią, ale opanowała również możliwie szerokie grono tych, którzy starają się im pomagać. Jeszcze raz dziękuję za wszystko.

Specjalista psychiatra, Specjalista terapii uzależnień,
dr n. med. Bohdan T. Woronowicz
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

AA + placówki lecznicze = postęp

W dzisiejszych czasach, gdy alkoholizm został w środowisku medycznym uznany za chorobę a opinia publiczna powoli dochodzi do tego samego przekonania, staje się naturalne, że coraz więcej alkoholików będzie szukał ratunku u lekarzy. Z natury rzeczy ludzie ci będą głównie kierował się do internistów - lekarzy domowych, pod opieka których się znajdują, mimo pomocy dostępnej u specjalistów. Specjalizacją lekarska mającą najwięcej do zaoferowania alkoholikom jest psychiatria, lecz ilość psychiatrów ciągle pozostaje w tyle za rosnącym zapotrzebowaniem. W tej sytuacji szukający pomocy alkoholik trafi zapewne do swojego lekarza rejonowego. Tak było w przeszłości i tak będzie dalej. Różnica polega na tym, że dzisiaj alkoholik zostanie przyjęty z większą sympatią i zrozumieniem, przynajmniej przez niektórych lekarzy. Nie będzie kimś nieznośnym, czarna owcą, zboczeńcem, ale zostanie potraktowany jak pacjent. Lekarz jest w stanie i musi zrobić podstawową rzecz dla alkoholika. Nawet zanim zacznie leczyć podstawowa chorobę - alkoholizm - ma wiele do zrobienia. Jego pacjent, gdy nie jest pijany to cierpi i trzęsie się cały - wymaga leczenia. Jego problemy emocjonalne są przykryte wynikającymi z picia poważnymi problemami fizycznymi. Pierwsza rzeczą, którą należy zrobić to przywrócić alkoholika do możliwie normalnego stanu fizycznego. Czasem wymaga to hospitalizacji, czasem wystarczy kuracja w domu. Często niezbędne jest podawanie środków uspokajających. Pacjent musi zostać odkarmiony, płyny uzupełnione, może też zajść potrzeba podania dużych dawek witamin by wyrównać braki powstałe wskutek długotrwałych będą powtarzających się okresów niedożywienia. Nierzadko alkoholik po prostu musi przytyć. Zrozumienie emocjonalnych mechanizmów alkoholizmu nigdy nie powinno przesłaniać faktu, że alkoholik potrzebuje kuracji fizycznej przed jakąkolwiek długoterminową terapią. Lekarz jest w stanie zapoczątkować psychologiczną terapię łącząc ją z terapią fizyczną. Może to zrobić poprzez swój stosunek do pacjenta, jako do kogoś, kto jest chory i potrzebuje pomocy a nie słaby, niegodny zaufania, zasługujący na potępienie, naganę, mający się poprawić. Postawa współczującego również w czasie leczenia może niezwykle mocno ugruntować pacjenta w przeświadczeniu, że jest zdolny tym razem przetrwać trudności. Coraz więcej lekarzy dostrzega wagę posłania AA. w czasie kuracji. Nie ma lepszego momentu by zaznajomić pacjenta z możliwościami, jakie daje AA niż leczenie objawów fizycznych po ostatnim pijaństwie. Alkoholik w tym czasie gotów jest przysięgać, że "nigdy więcej" i jest podatny na sugestie. Lekarz ma wiec znakomitą sposobność by skierować go w stronę AA. Nie należy do mnie sugerowanie, co AA, powinno robić by współpracować z lekarzem. Ponieważ nie jestem członkiem AA byłoby zarozumialstwem z mojej strony przystępować tam po to by oceniać ich metody. Ale z tego co widzę AA jest wysoce skuteczne a procent porażek ma daleko mniejszy niż można by oczekiwać po tak trudnym problemie. Pragnę podkreślić olbrzymią wagę współpracy pomiędzy AA i służba zdrowia w pracy z indywidualnym pacjentem. W wielu wspólnotach taka współpraca już została nawiązana, etyka lekarska zabrania ujawniania informacji o pacjencie bez jego zgody, ale nie stawia przeszkód by doradzać pacjentowi kontakt z członkami AA. Pacjent-alkoholik potrzebuje wielu rzeczy - towarzystwa, motywacji, celu, ale także złagodzenia napięć związanych z problemami rodzinnymi, finansowymi, mieszkaniowymi czy w końcu wewnętrznymi. Poprzez współpracę i wymianą doświadczeń lekarz i członek AA mogą wspólnie pracować znacznie efektywniej, niezależnie od osobistych korzyści, jakie mają z tej współpracy. AA posiada możliwości pomocy alkoholikowi, jakich lekarz nigdy nie będzie miał. Lekarz może zalecić - i do pewnego stopnia - kontrolować kurację, ale później zostawia alkoholika samemu sobie. AA może mu towarzyszyć w trudnych momentach tak jak nikt - ani pielęgniarka, ani krewni. Ponadto AA ma doświadczenie; zna umysł alkoholika i oni to wyczuwają. Gdy alkoholik z AA, który sam przeszedł przez piekło daje drugiemu towarzystwo, wsparcie, radę i zainteresowanie, wyczuwa się wspólnotę przeżyć. Lekarz nie ma takich możliwości - chyba że sam jest alkoholikiem. W artykule tym nie mówię nic o roli duchownych, bo to zupełnie inny temat. Ale trudno przecenić wartość pomocy, jaką kapłan może ofiarować alkoholikowi. Głęboko wierzę, że współpraca służby zdrowia, AA i duchowieństwa będzie owocować może powolnym, ale stałym postępem w rozwiązywaniu problemu alkoholizmu. Newralgicznym punktem jest współpraca AA z lekarzami rejonowymi. Wierzę, że to ogromna szansa.

dr William W. Bauer
Tekst pochodzi z nieautoryzowanego przekładu artykułu
zawartego w Grapevine 11.1998

My, lekarze, zdawaliśmy sobie od dawna sprawę, że pewna forma psychologii moralnej jest w przypadku alkoholizmu niezwykle ważna, ale jej zastosowanie w praktyce napotykało na trudności nie do pokonania. Dotychczasowe niepowodzenia na tym polu wskazywały na to, że mimo całej, supernowoczesnej wiedzy medycznej i ściśle naukowego podejścia do zagadnienia nie byliśmy wystarczająco gotowi do zaakceptowania możliwości leżących poza naszą wiedzą empiryczną. Wiele lat temu jeden z głównych współautorów książki Anonimowi Alkoholicy, będąc pod opieką szpitalna, wpadł na genialnie prosty pomysł zastosowania psychologii moralnej w praktyce. Wkrótce poprosił o możliwość podzielenia się swoimi doświadczeniami, na co - z niejakimi oporami - przystaliśmy. Przypadki, o których opowiada, były zdumiewające, czasami wprost niewiarygodne. Bezinteresowność ludzi, o których mówił, całkowity brak motywów materialnych oraz ich wspólnota duchowa stanowią rzeczywistą inspiracje dla lekarza, który straci, lata na nierówną walk z choroba alkoholową. Ludzie ci musza uwierzyć w siebie, ale jeszcze bardziej w Sile Wyższa, która odciąga ich - chronicznych alkoholików - od progu śmierci. Ażeby środki psychologiczne przyniosły oczekiwane korzyści, w wielu przypadkach alkoholik musi zostać uwolniony od czysto chemicznych skutków nałogu, co wymaga już leczenia szpitalnego. Jesteśmy przekonani, co sugerowaliśmy już kilka lat temu, że typ nałogowego alkoholika wykazuje coś w rodzaju alergii na każdy rodzaj alkoholu. Nieodparta konieczność picia jest charakterystyczna dla tej grupy ludzi i nigdy nie ujawnia się u pijących umiarkowanie. Typy alergiczne nie potrafią nigdy bezpiecznie używać alkoholu w jakiejkolwiek formie i - mając raz uformowany nałóg - nie są go już w stanie przełamać. Jednostka taka, która utraciła wiar w siebie i nie ma zaufania do ludzi napotyka na coraz większe trudności w rozwiązywaniu piętrzących się problemów. Próby oddziaływania na uczucia i ambicje nie przynoszą rezultatów. Idea, która potrafiłaby zainteresować tych ludzi i powstrzymać ich od picia musi mieć prawdziwą głębię i wagę, musi czerpać natchnienie z Siły Wyższej niż ta, która tkwi w nich samych, jeżeli w ogóle mają zacząć żyć na nowo. Jeżeli jako psychiatrzy, kierujący szpitalem dla alkoholików, wydajemy się niektórym ludziom nieco sentymentalni, niechże spróbują oni stanąć z nami na straconych pozycjach; zobaczyć tragedie, zdesperowane żony, małe dzieci... Niech rozwiązywanie tych problemów stanie się częścią ich codziennej pracy, wtedy nawet najbardziej cyniczni przestaną się dziwić, że zaakceptowaliśmy i poparliśmy tę wspólnotę. Czujemy - po wielu latach doświadczeń - że nie odkryliśmy niczego lepszego, co przyczyniłoby się bardziej do rehabilitacji tych ludzi, niż bezinteresowny ruch rozwijający się obecnie wśród nich. Mężczyźni i kobiety piją głównie dlatego, że lubią efekty działania alkoholu. Doznawane wrażenia są tak nieuchwytne, że choć przyznają oni sami, iż jest to szkodliwe, nie mogą po jakimś czasie rozróżnić prawdy od fałszu. Dla nich życie z alkoholem wydaje się stanem normalnym. Bez alkoholu są niespokojni, skorzy do gniewu i rozgoryczenia, dopóki nie zaznają uczucia ulgi i uspokojenia, które przychodzi wraz z wypiciem kilku kieliszków, co przecież innym uchodzi całkowicie bezkarnie. Po jakimś czasie, kiedy nie mógł oprzeć się ponownemu pragnieniu - a dzieje się tak prawie zawsze - zjawisko łaknienia pogłębia się. Przechodzą wówczas przez dobrze znane fazy nie opanowanego picia, skruchy i poczucia winy z mocnym postanowieniem nie picia nigdy więcej. Powtarza się to wielokrotnie i jeśli u danej osoby nie dokona się całkowita zmiana psychiki - nadzieja na powrót do zdrowia jest znikoma. Z drugiej strony - co wydaje się dziwne dla ludzi, którzy nie rozumieją problemu - raz zmieniona psychika alkoholika umożliwia nagle łatwą kontrolę nad pragnieniem napicia się. Jedyny nie zbędny wysiłek, to przestrzeganie kilku prostych reguł.

dr William D. Silkworth

Wspólnota Anonimowych Alkoholików powołuje się na dwa z największych zasobów siły znanych człowiekowi: religię i instynkt stadny. Uważam, że nasz zawód powinien z uznaniem zauważyć tę wielką terapeutyczną broń. Jeżeli tego nie uczynimy, pozostaniemy oskarżeni o emocjonalną sterylność i o utracenie wiary, która porusza góry, a bez której medycyna niewiele może.

dr Foster Kennedy, neurolog

Czuję, że AA jest grupą samą w sobie i najlepsze rezultaty mogą być osiągnięte według ich własnych wskazań, jako skutek ich filozofii. Każda procedura terapeutyczna czy filozoficzna, która może udowodnić 50 do 60% postępów w zdrowieniu musi zasługiwać na naszą uwagę.

dr G. Kirby Collier, psychiatra

Jako psychiatra, dużo myślałem o stosunku mojej specjalności do AA i doszedłem do wniosku, że nasza szczególna funkcja może często polegać na przygotowaniu pacjentowi drogi do przyjęcia jakiegokolwiek leczenia jako zewnętrznej pomocy. Teraz pojmuję pracę psychiatry, jako przełamanie oporu pacjenta, tak aby to co jest w jego wnętrzu mogło rozkwitnąć, tak jak się dzieje pod działaniem programu AA.

dr Harry M. Tiebout, psychiatra

Alkoholicy, których przyjmujemy do szpitala, to przeważnie ci, których nie stać na prywatne leczenie, a AA jest zdecydowanie najwspanialszą rzeczą, jaką byliśmy im w stanie oferować. Nawet wśród tych, którzy czasami wracają tutaj obserwujemy głęboką zmianę osobowości. Z trudem byście ich rozpoznali.

dr John F. Stouffer, naczelny psychiatra szpitala ogólnego

Anonimowi Alkoholicy nie są żadnymi krzyżowcami ani też towarzystwem wstrzemięźliwości. Wiedzą, że nie wolno im nigdy pić. Pomagają innym z podobnymi problemami. W tej atmosferze alkoholik często pokonuje swoją nadmierną koncentracje na samym sobie. Ucząc się polegania na Sile Wyższej i absorbującej pracy z innymi alkoholikami, pozostaje on trzeźwy dzień po dniu. Dni składają się na tygodnie, tygodnie na miesiące i lata.

dr W.W. Bauer

 

Teksty pochodzą z książki Anonimowi Alkoholicy,
wydanej przez BSK AA. Warszawa, ul. Chmielna 20